moje wiersze

 

 

Koniec pieśni

Najczęściej tak gdzieś
Bladym świtem
W samo południe
Ciemną nocą
Jesteś ( jestem) wykończony
Jesteś ( jestem) skończony
Skończyłem, wykończyłem
Ciebie i siebie
Jesteśmy gotowi
Ty i ja

Mój wiersz

        

          /z tomu: "Niebieski Nieobecny"/


Kolejno ukazały się następujące tomiki wierszy:

- "Pomiędzy listami", Gliwice/Frankfurt 1999
- "Pomiędzy wiekami", Gliwice/Frankfurt 2000
- "Pomiędzy  światami", Gliwice/Frankfurt 2002
- "Wiersze wybrane i nowe", Mikołów 2003
- "Postscriptum", Gliwice/ Frankfurt 2007

- "Niebieski Nieobecny", Brzezia Łąka k.Wrocławia, Wydawnictwo "Poligraf" 2012
- "Pomiędzy nami... ", Brzezia Łąka k.Wrocławia, Wydawnictwo "Poligraf" 2015

- "Wesołe wiersze i smutne fraszki", Brzezia Łąka k.Wrocławia, Wydawnictwo "Poligraf"' 2018


************


 

Z wielką przyjemnością informuję Szanownych P.T. Czytelników, że mój tomik 'POMIĘDZY NAMI...' ukazał się dn.14.06.2019 także w wersji audiobooka.

Można go nabyć w warszawskim sklepie internetowym pod adresem   www.voxbook.pl 

Za kilka dni będzie go można nabyć również w wersji CD w polskiej księgarni w Niemczech – www.polbuch.de

Za ewentualne zainteresowanie będę wdzięczny i już dziękuję.



Z tomu "Wesołe wiersze i smutne fraszki"

  WESOŁY WIERSZ                                                       

Szafa wielka jak mieszkanie

 Życie porządnie poukładane

 Zawieszone na wietrze balkony

 Smutne milczące żony i telefony

 Teraźniejszości karawana

 Przyszłości fatamorgana

 (w radiu najlepszy Santana)

 Po nocy kawa – czarna zjawa

 Za szybą przyroda – to trawa

 Z gazety podniety

 Sklepów pełne winiety

 Wieczór romantyczny

Film miłosny – erotyczny

 

SMUTNA FRASZKA...

Wyłącz telewizor
I nie pomyl
Iraku z Iranem
Afganistanu z Pakistanem
Obamy z Osamą
Trumpa z trampkiem
Kaina z Ablem
Pawła z Gawłem
Anioła z diabłem
Wody z winem
Bliźniaków i obojnaków
Wisławy z Wisłocką
Wisłockiej z Szymborską
I jeszcze z reklamy
Zapamiętaj
Herbaven jest na cholesterol
Strepsils na gardło
Posterisan na hemoroidy
Prostamol Uno to cudowny lek na prostatę
Feminum to najlepszy żel na suchość pochwy
Viagra i Kamagra to wiadomo po co i na co...
A złe ich użycie
Może kosztować cię zdrowie lub nawet życie
Choć wszystko to i tak do kupy
Jest do ...

 


Wiersze, które pomagają żyć

 

Rzuciłem pisanie

...szkodzi zdrowiu

 i może być przyczyną wielu groźnych...

 – pisze w swoim najnowszym tomiku wierszy Stefan Tycjan Tyczyna i aż strach pomyśleć, co kryje się za tymi trzema kropkami.

 Piszący namawiają do pisania

 Niepiszący dają dobry przykład

 Ręka sięga po ołówek

 Zapalam światło

 Piszę pierwsze i ostatnie słowo

 Od jutra nie...

 – czytamy dalej i aż włos się jeży, bo któż teraz, gdy poeta zamilknie, będzie nas straszył w tak przewrotny i ujmujący sposób. Tylko o jakim jutru mówimy? Jutro już było – było w naszych zabawach dzieciństwa, gdy projektowaliśmy przyszłość, wcielając się: a to w strażaka, a to w agenta 007 czy też Pawkę Morozowa (to ostatnie wcielenie dla niektórych stało się, niestety, ubraniem powszednim i noszą je do dnia dzisiejszego). Jutro było w szaleństwach młodości, w przysiędze małżeńskiej (do grobowej deski), aż okazało się, że to, co było naszymi snami, stało się jawą, rzeczywistością ćwiartki zdewaluowanej do 200 gramów (a są zakusy na dewaluację jeszcze większą, wręcz prohibicję). Oczywiście, zdewaluowanej dla naszego dobra, bo nasza wolność, ta prawdziwa, jak pisze Tyczyna: Nie zna politycznej poprawności/Ale i żadnej ludzkiej świętości, a bez political correctness „jak żyć panie premierze”, chciałoby się zacytować słowa sprytnego paprykarza.

„Jutro było lepiej” pisał inny, poeta, zgorzkniały od gorzkiej codzienności „Gorzkiej żołądkowej”, widząc na sklepowych półkach buteleczkę tego trunku zdewaluowanego do 36 procent alkoholu.

Czy poezja może nam zastąpić te zdewaluowane życiowe niezbędniki, czy sama nie dewaluuje się codziennie, goniąc za tanim poklaskiem? Wyłącz telewizor, proponuje Tyczyna, lecz ja boję się, że to nie pomoże, że jest już za późno, że ten telewizor wmontowano nam na stałe w naszą jaźń. Szczęśliwi, którym składano go w Chinach, długo taki model nie popracuje.

Tyczyna deklarujący w Wierszu dla niepiszących, że rzucił pisanie (miejmy nadzieję, że to z jego strony tylko taka minoderia), podarował nam tomik wierszy, w których życie i sztuka stanowią jedność. Nie jest to jednak życiopisanie w stylu poètes maudits (chociaż śladami artystycznych straceńców często podąża, chętnie z nimi śniadając, vide: Spotkanie z Jimem Morrisonem), ale przekorna próba dotarcia do czytelników przez rozmontowanie wmontowanego w nasze ego telewizora. Jeżeli 200 gramów może być ćwiartką, to czy wiersze kojarzące się nam zazwyczaj ze smutkiem pogoni za nieosiągalnym nie mogą być wesołe? A fraszki, wyszydzające nasze ludzkie przywary, czy nie mogą być smutne, bo i cóż w tym wesołego, że poeta, ten, który cierpi za miliony, a żyje za grosze: Przeterminowany zużyty poeta/Sprzedaje swoje wiersze/Za wino kotleta i peta.

Wesołe wiersze i smutne fraszki Tyczyny to nie próba pozyskania czytelników chwytliwym tytułem, ale smutna konstatacja względności słów i pojęć w czasach, gdy ich dewaluacja prowadzi do coraz większych nieporozumień i alienacji jednostki. Jak żyć ze świadomością łgarstwa wpisanego w każde  słowo? Ba, a jak żyć bez tegoż łgarstwa?

 

Tyczyna jest poetą uwiedzionym przez dwie Muzy, wciąż nie mogącym zdecydować się, którą z nich wybrać Jedna z nich nie skąpi mu swych wdzięków: Przychodziłaś prawie codziennie [...] Zdejmowałaś płaszcz/Dotykalna i bliska/Usypiałaś nas głodnymi ustami i winem. Druga – nie chce uchodzić za Muzę łatwą, lekką i frywolną: Zjawiałaś się tak rzadko i niespodziewanie/Na rozkwieconej łące w lesie [...] Siadałaś pośród nas [...] Niedotykalna i daleka. Rozsądek nakazywałby wybrać Muzę, która nawiedza poetę często, nie bacząc na niedogodności, jakie z sobą przynosi, jednak Tyczyna, od Muzy I (jak ją w wierszu nazywa) przejmując pozorny chłód i beznamiętność poetyckiej frazy, chętnie sięga też po atrybuty Muzy II, dzięki czemu jego pozornie zimne wiersze, zdawałoby się ograniczone tylko do prostego komunikatu, nabierają ciepła bijącego od drugiej z Muz, przyciągając: kolorowe motyle i złote pszczoły, a więc nas, czytelników, w szarzyźnie codzienności budzonych: zapachem malin i miodu.


Czy Tyczyna, pisząc: siadałaś pośród nas, wypowiada się za wszystkich kolegów po piórze, czy to tylko swoiste rozdwojenie poetyckiej jaźni – trudno powiedzieć. Być może jest już w wieku, który z racji doświadczenia do wszelkich uogólnień ludzkiego losu uprawnia, a jest tych napomknień o swojej wiekowości w tym tomiku sporo: Ja stary dziadek od poetów – mówi o sobie w wierszu Ostatni urlop, by w wierszu Bogu dzięki..., jak przystało na obywatela kraju dobrze zorganizowanego, stwierdzić: Wszystkie procedury zostały zachowane i skrupulatnie wypełnione/Odchodzimy powoli i niepostrzeżenie...

Lecz nawet w państwie, w którym: Wszystkie procedury zostały zachowane, racjonalnie urządzonym, nie teoretycznym, w jakim przyszło żyć piszącemu te słowa, życie bywa teoretyczne: O czym pomyślimy w tej ostatniej chwili/Tego naszego tak zwanego życia. Smutne, że i w tej oazie solidnej, zadowolonej z siebie i otaczającej rzeczywistości mieszczańskości: naprawdę jednak  ważne jest i będzie tylko, czy nasze życie  nazwiemy Życiem, czy „tak zwanym życiem”. Nawet i w tym przepięknym landzie, górzystej, gęsto zalesionej Wirtembergii, gdzie przyszło żyć Tyczynie, poeta nie jest wolny od pytań prymarnych, poddających w wątpliwość nie tylko całe to pisanie, ale i naszą egzystencję. Piękny czas (mi) nastał.../Już nic i niczego nie muszę... – pisze poeta w wierszu,  nadając mu jednocześnie tytuł Serwus i w przypisie wyjaśniając, iż serwus, to nie tylko poufałe pozdrowienie, lecz i łacińska nazwa (servus) niewolnika, sługi, pachołka. Ale i ta świadomość ograniczeń naszej wolności przez siły, nad którymi zapanować nie potrafimy, pozwala jednak wirtemberskiemu poecie powiedzieć: Jestem W  PEŁNI. Cóż, w państwie, w którym Bismarck wprowadził pierwsze emerytury, takie wyznanie nie dziwi. W Polsce, która owo pojęcie, ów atrybut przynależny starości skompromitowała, być (żyć) W pełni udaje się chyba tylko vatowskim malwersantom.

No i nie pokonaliśmy go... – tak życia, jak i czasu. Jedno i drugie: Przetrąciło kręgosłup/Zniewoliło naszą wolność/Udusiło duszę/I zadało ostatni cios – stwierdza poeta w wierszach Życie oraz Czas. Gdzieś obok toczy się jednak życie alternatywne, życie, gdzie prawa czasu nie obowiązują. To życie to poezja, która bywa, że przynosi nadzieję. Ona to, niczym w Weneckim lustrze, staje po tegoż lustra alternatywnej stronie: Stoimy naprzeciw/dotykalnie blisko/dzielą nas wieki czasu/milimetry przestrzeni/i to głuche weneckie lustro i od nas tylko zależy, po której staniemy stronie i jaka pozostanie po nas Spuścizna. Wiersz pod tym właśnie tytułem wydaje się najpełniejszą przypowieścią o naszej ludzkiej (pisząc ludzkiej, myślę twórczej) egzystencji.

 Mój znajmy poeta ma bardzo oryginalne hobby/Zbiera mianowicie pokrywy studzienek ściekowych – pisze Tyczyna – i te studzienki czyni bardzo nośną metaforą naszego losu. Bo czym one są? Finezyjnie wykonaną atrapą, inkrustowaną napisami i obrazkami, kryjącą to, co po nas pozostaje. A pozostaje czasem tylko to, o czym pamiętać nie warto, czasem zaś to, co wymagałoby uchylenia wieka, więc te zdobienia pamięci mają nas do tej czynności zachęcać: A  WSZYSTKIE WARTE SPOJRZENIA POCHYLENIA A MOŻE I UCHYLENIA. Te studzienki to wstęp do Hadesu, infernum naszej zbiorowej i indywidualnej pamięci. Hadesu, świadectwa naszego tu – po jednej czy też po drugiej stronie weneckiego lustra – pobytu. ...to tam na ich dnie znajduje się/CAŁA NASZA   CZŁOWIECZA SPUŚCIZNA/która mogłaby przecież pobrudzić nasze czyste ciała i dusze...

Spuścizna – bardzo to wieloznaczne słowo, przywodzące na myśl i spust, nie zawsze tego, co piękne, jak i pustki, z której i Salomon nie naleje. Wierzę jednak, że warto pod wieko studzienek ściekowych zajrzeć, nawet jeśli zdobiące je inkrustacje przewyższają wartość tego, co zakrywają.

U Tyczyny ars poetica to ars vitae. Stąd duża liczba wierszy autotematycznych, próbujących dociec, po co, jak i dla kogo poeta pisze: Pytasz mnie często „po co piszę”...?/I co mam z tego „całego pisania”...?/To bardzo proste banalne ale istotne pytania.../Są bardzo trudne w odpowiedzi...

Powodów pisania Tyczyna podaje wiele, czasem błahych, czasem bardzo merkantylnych, jak wtedy, gdy opowiada anegdotę o jeździe pociągiem „na gapę”, gdy zamiast biletu przekupił konduktorkę swoim starym tomikiem wierszy. Pisze nadal – chociaż nuta zniechęcenia i znużenia daje się w tomiku zauważyć – dlatego, że w jego przypadku życie i sztukę wciąż dzielą zaledwie milimetry weneckiego lustra, a także dlatego, iż: Może zresztą było to tylko „czyste” szczęście lub „ślepy” przypadek/Że nie trafiłem na prawdziwego niemieckiego konduktora... – stwierdza ironicznie poeta, bo ironistą, chociaż gorzkim jak butelka „Gorzkiej żołądkowej”, tej jeszcze 40-
-procentowej, sprzed dewaluacji, jest znakomitym.

 

Tyczyna pisze, bo wiersze: ...najczęściej jednak pomagają żyć. Tyczyna pyta – i są to: ...proste banalne ale istotne pytania. Zachęcam do lektury najnowszego tomiku. Może wiersze poety i nam, czytelnikom, pomogą – swoją mądrością i przewrotnym przedstawianiem świata – w owego świata akceptacji?

 

 Zbigniew Radosław Szymański


************

Z tomu "Pomiędzy nami..."

okładka i ilustracje: Jerzy Stachura jr 


                              motto:  
                             "Z kryształu łódź niesie pod prąd
                                        Tysiące dam, tysiące żądz
                                        
Miliony rad jak zabić czas
                                                       Gdy powrócimy
                                                           Dam ci znać."

                       /Jim Morrison, "Kryształowa łódź", fragm. /
           
  * IGRZYSKA

Od wschodu do zachodu słońca
Wyścig głodnych ślepych szczurów
Szczutych psami w kagańcach
Na smyczach odmierzonych do samej mety
Nowi współcześni niewolnicy
Za płotami murami siatkami kratami pancernymi szybami

Właściciele świata obstawiają i nagradzają zwycięzców
Wyśmiewają i opluwają pokonanych
Całodobowa walka
Wszyscy kibicują słabszym ale chcą być z wygranymi

Trochę igrzysk
Trochę chleba
Trochę piekła
Trochę nieba
Taniec zwycięstwa i śmierci
Od wschodu do zachodu księżyca


  *TERAZ

Jedyne co nam za darmo dano i mamy
To czas, którego nam tak brakuje

Nie można go kupić, dokupić, odkupić
Cofnąć, odwrócić, oszukać

Minął bezpowrotny dzień

Mija bezpowrotna noc

Tymczasowość hotelowego pokoju
Wynajętego na czas nieokreślony

Myślisz, że nie umrzemy
Jak teraz ta przemijająca teraźniejszość


   *STARA
  GRANICA
                    
                        Jankowi Sitkowi
 
Nieznany uliczny grajek artysta
Śpiewał i grał tam od zawsze
Zawsze w tym samym miejscu
I zawsze po słonecznej stronie ulicy
Dokładnie w połowie drogi
Pomiędzy kościołem a knajpą *
 
Przystawali i słuchali go ludzie
Idący do kościoła
I wychodzący z knajpy
Idący do knajpy
I wychodzący z kościoła
 
To tam przekraczano
(Dosłownie i bez przenośni)
Granicę światła - cienia
Granicę pomiędzy sacrum a profanum

Ale którejś wiosny już nie powrócił
A w miejscu w którym grał i śpiewał
Czasami pojawiają się kwiaty
Czasami zapalona świeczka
Czasami niezapalony papieros
Pusta butelka po piwie winie lub wódce

Powróciła też stara jak świat granica
Granica pomiędzy pychą a pokorą
Pomiędzy naszym niebem a piekłem
Pomiędzy nami...
 
* ... a zdarzyło się to "dawno, dawno (nie tak dawno) temu" pomiędzy kościołem św. Szczepana
      (otwartym sześć dni w tygodniu, oprócz poniedziałków, od 8.45 do 19.45),
      a restauracją "Bombardier" (czynną prawie zawsze i prawie całą dobę) w Paryżu,
      ale mogło się wydarzyć w każdym innym mieście...

  *PRÓBA POWROTU

Czas wrócić do siebie
Do niczego nikogo
Donikąd

Zrzucić ozdobne szaty szmaty

Wyrzucić śmieci i wspomnienia
Zgasić światło radość smutek
Zamknąć drzwi okna oczy

Nie czekać już na nic i na nikogo

Zasnąć i nie słyszeć
Niczyich głosów kroków
Krzyków szeptów

Głupoty i mądrości świata

I nie śnić
Nie marzyć
Nie wierzyć

Tylko wrócić do CIEBIE
Białej czystej czekającej

Kartki papieru
                   
                   5 listopada 2012 roku


   *BEZ POŻEGNANIA

Wstał ucałował stół i wyszedł
Znając ten góralski zwyczaj
Wiedziałem że staje się coś ważnego

Nie wiedziałem jednak
że On już nigdy nie wróci
A ja już nie zobaczę tamtych gór


  *POMIĘDZY NAMI...

Pomiędzy nami cisza lub wiatr
Pomiędzy nami milczenie lub krzyk
Pomiędzy nami uśmiech lub łzy
Pomiędzy nami wszystko i już nic

Czas wracać...

************

Z tomu: Niebieski Nieobecny, 2012

okładka i ilustracje: Stanisław Szroborz


                  motto:

                       "Jest coś w pisaniu wierszy,
                         co sprawia, że cały czas
                         stoi się jedna nogą nad przepaścią."
                                                /Charles Bukowski/

 


* List do poety III

Czy zastanawiałeś się
Co byś robił
Gdybyś nie czytał i nie pisał wierszy


Może zbierałbyś grzyby, znaczki, monety
Hodował rybki, zalety, wady
Łowił ryby, polował na ludzi

Budował domy, samoloty, statki
Zaliczał podróże, przygody, kobiety
Zdobywał nagrody, szczyty, zaszczyty


( Kupował, konsumował, kopulował
Modlił się i pracował)


Może zostałbyś prozaikiem, politykiem, oszustem
"Krawat miał ślicznie zapięty
Zapomniał ludzi a bywał u osób"

Byłbyś marionetką lub aktorem
 A tak jesteśmy tylko Niczym mój Przyjacielu

* Most

Chodziliśmy na ten most
słuchać i oglądać wiatr
Teraz zamieszkali pod nim ludzie
Bezdomni domatorzy
Szukający ciszy i ciepła
Przeklinający wiatr
Obsiedli, zamieszkali
wszystkie mosty wszystkich rzek
Od źródeł do ujść
Mosty nadziei
Zwodzone mosty


* Alter Ego


Podzieliłem dzień na trzy części
Twój, mój, nasz


Podzieliłem noc na trzy części
Twoją, moją, naszą


Podzieliłem życie na trzy części
Twoje, moje, nasze


A teraz, twoje, moje, nasze
To lepsze niebieskie ALTER EGO
pociemniało, poczerniało
I odeszło bez pożegnania
Zostaliśmy sami, sami ze sobą
W trójwymiarze obłudy, zła i pogardy


* Cztery damy


W środku dnia ktoś nagle zadzwonił
i odszedł pospiesznie spod drzwi
kobiece kroki wystukały kilka liter

PANI MŁODOŚĆ
PANI MIŁOŚĆ

W środku nocy ktoś nagle zadzwonił
i odszedł pospiesznie spod drzwi
Kobiece kroki wystukały kilka liter

PANI STAROŚĆ
PANI ŚMIERĆ

Potem okazało się
że ktoś inny na nie czekał
ich pragnął
A dwie panie pomyliły po prostu adresy
/Paryż- 16.08.2008/


* W kwietniu nad Czarnym Stawem Gąsienicowym

                                                        PAMIĘCI Przyjaciela
                                                                      - Norberta Kurpasa


To słońce otwarło nam ten pejzaż

Podniosło białą kurtynę mgły
Czarny Staw był niebieski
Góry były niebieskie
Niebo było niebieskie

Byliśmy sami w środku ciszy
Powiedziałeś nagle i jakby za głośno


"Brakuje tylko aniołów"


I wtedy zza Kościelca wyfrunął helikopter
Zagłuszył ciszę
Nie byliśmy więc sami
Biała kurtyna śmierci opadła na drugą stronę przełęczy
Opuściło ją to samo nasze słońce
Pociemniało wszystko
A my zostaliśmy jeszcze chwilę z naszymi aniołami
/Zakopane, kwiecień 1988- wrzesień 2007/

* Ślepa ulica

Drogą można odejsć lub powrócić
W drodze można się spotkać lub rozminąć
Drogę można zgubić lub odnaleźć
Na drodze można stać lub zginąć
Po drodze wiele rzeczy może się wydarzyć
Można też pójść swoją drogą


Rozeszły się nasze drogi
Rozbiegły nasze myśli
Odwróciły plecami oczy
Przed nami znak
Ślepa ulica
Bez możliwości zawrócenia


 

* Półerotyk

 

Półnaga
Naga kobieta
o ostrym makijażu
Spaceruje po linie
Rozpiętej napiętej wysoko
Dokładnie pomiędzy
naszymi oczami
Jej nogami, udami
Biodrami, piersiami
Lina kołysze się
Opada i unosi
Kobieta spogląda w dół
w nasze oczy
Spada
Pęka cienka nić
Gasną światła
Zapada cisza

 


(Lecz to nie sen)

 


Przylatuje nawet Niebieski
Z daleka
Z kwiatami
Ze łzami

 


Zabiera pół liny
Na szczęście- jak mówi
I odlatuje

Jak to Niebieski
Niebieski ptak
Tak o nim mówiła

             
                 * Tomik poezji pt."Niebieski Nieobecny"
                    ilustrował  artysta platyk- Stanisław Szroborz,
               

        

************

 Z tomu: Postscriptum, 2007


                   motto:
                        "Poeta śmietników
                         jest bliższy prawdy
                         niż poeta chmur"
                               /Tadeusz Różewicz/



* Sacrum- Profanum
                Tadeuszowi Różewiczowi


Czytałeś mi swoje wiersze
Gdzieś we Frankfurcie
W Londynie
W rzymskim Koloseum
W tak zwanych kuluarach
Dokładnie w męskiej toalecie
Powiedziałeś
"Patrz jak tu czysto"
Pisz tak jakbyś żył ostatni dzień
Jakbyś pisał ostatni wiersz


* Carl Spitzweg- "Biedny poeta"


Nie słyszę twojego głosu
Nie słyszę swoich wierszy
Starzejemy się szybciej
Niż nasze samochody

Spotykamy się czasami;
Na złomowiskach
Szklanych górach
W sklepie, u lekarza
Raz w roku nawet
Wśród kwiatów na cmentarzach


Potem całymi dniami
Na wysypiskach śmieci
Całymi nocami
W internetowej sieci
Pośród złomu, szkła, makulatury
Szukamy zapachów kwiatów
I głosu harfy

* Dzieci Kaina

Dzieci Kaina
Bogiem pieniądz
Wysokie banki
Kościołami katedrami
Giełdy mszami
Doradcy suflerzy
W biurach konfesjonałach
Udzielają pożyczek i rozgrzeszenia
Kilka procent za pokutę
Bankomat zamienia i wydaje
Na chleb i wino twoje
Cyrograf umowa
Podpis numer
Kod
DNA Kaina


* Wiersze


Pisane na kolanie
Pisane na kolanach
W męce
Bez męki
Od ręki
Z perspektywy
Przez pryzmat
Z pobudek
Z potrzeby
Od serca
Bez serca
Z radości
Ze złości
W stresie
( na sedesie)
Z Beskidów
Z Tatr
Z Alp
Z Paryża
Z Brady*
Dla ciebie
Dla siebie
Dla dziwki
( do szuflady)
O tobie
O sobie
O nich
O nas
Znad Wisły
Znad Renu
Znad Dunaju
Znad Sekwany
(rozebrany)
Te białe
Te czarne
Te szare
Te Różewiczowe
Grzeczne
Niegrzeczne
Chore
Zdrowe
Ten Pierwszy
Ten drugi
Ten przedostatni
I ten
Nie napisany
Milczący
Ostatni

/ 7.05.2005/
* 50 st. 09 min. - szrokości geograficznej północnej
   18 st. 51 min. - długości geograficznej wschodniej

 


************

Z tomu: Wiersze wybrane i nowe, 2003

okładka i ilustracje: Barbara Kasperczyk


* Obca

 

       Pani Barbarze Kasperczyk

 

Zakrywam czystą jeszcze kartkę
Jak trudno opisać obcą twarz
Malujesz ukryta za parawanem sztalug
Widzę tylko oczy
Próbuję odgadnąć niewidoczny obraz
Puste ślepe ramy
czekają na pejzaże portrety
Na palecie powiędłe zeschnięte
oglądane nocą kwiaty
Zapach farb i kolorów
W porcelanowym wazonie
długie zaschnięte łodygi pędzli
Na rozciągniętych białych płótnach
gaśnie światło dnia
Noc zawiesiła w oknie
upstrzony zorzami barw
i spadających gwiazd fartuch
Zamykasz oczy
Jak trudno namalować słowami twarz


 

* Rzeka

Schodzisz z wysokich gór
Srebrnymi łzami strumyków na skalnych ścianach
Spadasz potokami kaskadami rymów
Lawinami białych wierszy
Poprzez roztocza serc
Wprost w doliny grzechu i zła
Błądzisz w labiryntach obcych miast
Odwracasz się
Zawracasz
Powracasz
Z głębin i meandrów utopii
Sennych reminiscencji
Hibernacji uczuć i marzeń
Zatapiasz tymczasowość teraźniejszości
Realność
Racjonalność rzeczywistości
Wykrajasz odgradzasz
Oazy ciszy
Karmisz i zabijasz
Toniesz w omszałych secesyjnych piwnicach
Odwiedzasz mroczne lombardy złudzeń nadziei
Błyszczące banki pychy namiętności krwi
Muzea czasu i przemijania
Nawrócona siłą światła
Wypływasz wyciszona
Wyprowadzasz wyrzucasz wypluwasz nas
Nad lazurowy horyzont morza
Bywasz wtedy poezją- poezjo
Rzeko

/12.10.2002/


* Postscriptum do wiersza "W Alpach"


Wstał w środku nocy
Nie zapalając światła
Spakował rzeczy
Wyruszył z domu

Szedł tylko nocą
I nocą dotknął szczytu

( Agencje podały- 25.05.2001 r. na szczycie
                                                   najwyższej góry świata
                                                   Mount Everest - 8.848 m n.p.m.
                                                   stanął niewidomy, amerykański
                                                   wspinacz Erik Weihenmayer. ).


Powrócił w środku nocy
Nie zapalając światła
Zrzucił plecak
Zdjął ciemne okulary


Zasnął w biały dzień
I śnił o górach

( Zapaliłem światło i najciszej jak można
napisałem wiersz)

/31.05.2001/



************

Z tomu: Pomiędzy światami, 2002

             motto:

                   " Z rzeczy świata tego
                    pozostaną tylko dwie:
                    poezja i dobroć...
                    i więcej nic."

                              /Cyprian Kamil Norwid/


* Lawina


Wczoraj całowałeś jeszcze
gorącymi ustami
chłodne marmury


Przytulałeś policzki
do skrzących się
granitów


Dzisiaj masz ciepłe schronisko
przyjaciół i szklankę
czerwonego wina

Jutro za mroźną
oby długą i
szczęśliwą nocą
czeka cię twoja
uśpiona nie wyśniona
lawina

Pęknięta lina
śmierci biała dolina


*  ***

Czy byliśmy kiedyś razem
U mojego przyjaciela?
On umarł
Zburzono jego dom
Ty myślisz o nowym
Samochodzie
Z grobu rodziców
Zniknęły niebieskie kwiaty
Zima skruszyła wazon
Odchodzicie tak szybko
Odchodzicie szybciej niż ja
Zaledwie zdążyłem ustawić
Margines na pustej kartce
Nie nadążam za wami
Nie nadążam choć
Czekacie
W górach
U źródeł
W sobie


* Modlitwa III


Wypaliłem twoje świece
Wypiłem twoje wino
Spożyłem twoje ciało


Pełni wiary i nadziei
Odwróceni od siebie
Poszliśmy w swoje strony
Kochać grzeszyć
Żyć i umierać


* Oko Matki (*)

Ciepły wiatr osuszył skały
Ciepły wiatr osuszył szyby
W oknach Oczy Matki

Spod okapów ścian
Z wąskich skalnych półek
Wychodzą ludzie pająki

Na parapety okien
Wracają gołębie
W oknach Oczy Matki


Wyschnięta łza
Czysta ciepła
Słoneczna skała


Pod szczytami domami
Czarne niebieskie stawy
Nad lustrem kałuż
W oknach Oczy Matki


Spadła łza
Ostra zimna
Lodowa szyba
/21.09.2001/

          (*) Muzeum Zamkowe w Pszczynie
               Galeria Miniatur "Oko Matki"
               Akwarela i gwasz na kości z ok. 1811 r.



************

Z tomu: Pomiędzy wiekami, 2000

                   Przyszliśmy z dwudziestego wieku


* Bezsennność
                    Synowi


Zakręcasz żaluzje
gasisz dzień


Wąwóz miłości
wąski, omszały,
gładki, wilgotny

Przekraczanie progów

Wchodzenie w lodowe góry
wbijanie sztyletów w lustra


Czterech stało pod szczytem
nad stawem- głodni ciszy świata

Bezsennne krajobrazy

/ 29.12.1999/


* Tatrzańskie parafrazy
                  Franciszkowi Raschowskiemu


Nie mów stary gdzieś ty był
bo to nam szpetnym trzydziestoletnim
urwał się film u podnóża Tatr.
Film kręcony o Witkacym,
a piliśmy z prawdziwym Ignacem.

Świat dał nam ciszy Czarny Staw,
a my gubiliśmy w deszczu parasole
i miejsca przy słonecznym stole.

Puste kieszenie,
serca w plecakach,
ostatnia na pół herbata
wspomnienia po latach

Zakopane- Chamonix
trzy może nawet cztery dni

* W Alpach

Usługiwały mi stare kulejące kelnerki,
płaciłem zdziwieniem.
Jedna zachowała piękną twarz,
zatrzymała przemijanie.


Spotkałem ślepego
pod szczytem Mont Blanc.
Poprosił o zrobiene sobie zdjecia,
zatrzymał zachwycenie.

Zwolnił mój krok
wyrównał oddech.
wyhamował myśli.


Pokazał biel i ciszę,
zadrwił z tęczowej aureoli.
Zgasił i zabił ujrzane,
czarujące nas Widmo Brockenu.


* Weneckie lustro


Moje ręce coraz brudniejsze
Moje serce coraz powolniejsze
Moje wiersze coraz smutniejsze
Moje życie coraz mniejsze


Twoje oczy coraz piękniejsze
Twoje usta coraz pełniejsze
Twoje piersi coraz jędrniejsze
Twoje nogi coraz smuklejsze

Stoimy naprzeciw
dotykalnie blisko
dzielą nas wieki czasu
milimetry przestrzeni
i to głuche weneckie lustro


************

Z tomu: Pomiędzy listami, 1999


* W górę


Wiele dróg prowadzi

do Boga,
jedna z nich
wiedzie przez góry.

Ta jest chyba najkrótsza,
najpiękniejsza.

Jesteśmy na niej:
błądząc i zatracając się.

Idziemy,
my mrówki wszechświata.
/1.07.1999/


* Cienie


chodziliśmy krok w krok
noga w nogę
pełzaliśmy po lśniących parkietach
taplaliśmy się w bagnie i łajnie
wspinaliśmy się wysoko
i na samym dnie
deptaliśmy te same niedopałki

byliśmy i jesteśmy zawsze razem
ze swoimi szarymi cieniami
/1982/


* Nowy dzień


otwierasz okiennice
na zdjęciu swojej codzienności
senne słońce prześwietla obrazy
przed tobą dwadzieścia cztery klatki
nowego kolorowego filmu
czułość nieznana
jednodniowy przyjaciel- cień
wierny jak pies- już przy nodze
wychodzisz
napełniać głowę, kieszeń, brzuch
i stary album wspomnień

dobranoc do jutra

* Cytaty


"Wstawaj Bruno, idziemy
na piwo. Z pewnością czeka
na nas tam".

I pojechaliśmy.
Autobus był co niedziela.
Czerwony o 11:11

Tam wszyscy cytowali
sobą Ignaca: "zjeść, wypić,
pogwajdlić, pokierdasić i
iść spać".

Tylko Emil się wymądrzał.
Powtarzał w kółko:
" Światem rządzi strach, głód i
ciekawość"- zobaczcie.

Tadeusz w szatni grzebał
W jakiejś kartotece.

Dla Rafała to wszystko
"Martwy sezon".

A my, wracając, lecieliśmy
Nad dachami miast.

Teraz odpoczywamy.
Robi się cicho.

Najedliśmy się.
Popiliśmy.
Poczytaliśmy.
Pogwajdliliśmy.
Pokiedrasiliśmy.
Czas spać.

Boimy się jednak cieni
bezsenności, głód zagląda
nam w oczy przez szybę
telewizora.
Wszystkie kartoteki dawno
połknął komputer.
Ktoś codziennie umiera
w starych dekoracjach.
A my też już nie wzlatujemy.
Sezon mija.
Czekamy.
Gdzieś się rodzi nowy poeta,
nowy kaskader, nowy nasz
pocieszyciel.

 *****
Bruno Ryszard Milczewski
"Bruno" odpłynął- utonął.
Ignacy Stanisław Witkiewicz
"Witkacy"- uciekał w dwie strony
- uciekł.
Emil Zegadłowicz zgorzkniał -
gdzieś w Gorzeniu.
Tadeusz Różewicz mieszka tam,
gdzie nie chciał dłużej mieszkać
Rafał Wojaczek.